20 lutego 2017

Rozdział 14

Tini


,,Jest Pani w ciąży". Te słowa wywróciły mój świat do góry nogami. Spodziewam się dziecka. A jego ojcem jest Jorge. Na tą myśl po moich policzkach płyną łzy. To nie może być prawda. Nie mogę być z nim w ciąży. Nie teraz. Nie w tej chwili. Patrze na zdjęcie USG. Widzę na nim moją małą fasolkę. Za równo 8 miesięcy zostanę mamą. Nie wiem czy mam się cieszyć czy nie. Pisze do Jorge by przyszedł do parku w którym się znajduje. Muszę z nim porozmawiać. Powiedzieć mu prawdę.

Do:Jorge

Przyjedź do parku. Musimy pogadać

Od:Jorge

Już jadę. Coś się stało??

Do:Jorge

Jak przyjedziesz to się dowiesz

Od:Jorge

Okej

Czekam na szatyna 30 minut. W końcu przychodzi.
-Hej skarbie. Co się stało?-pyta od razu kiedy siada obok mnie. 
-Muszę ci coś powiedzieć- odpowiadam mu nie patrząc na jego twarz.
-Tini,co się dzieje?-pyta zniecierpliwiony.
-Będziesz ojcem. Jestem z tobą w ciąży-mówię po kilku minutach ciszy. On się nie odzywa przez długi czas
-Mówisz poważnie?-pyta w końcu. Kiwam głową na tak i zalewam się łzami. On mnie mocno do siebie przytula.
-Przepraszam-szepcze będąc w niego wtuloną.-Zniszczyłam ci życie-dodaję. On całuje mnie w czubek głowy.
-Nie mów tak. To nie prawda-szepcze mi do ucha. Patrze na niego.-Bardzo się cieszę z tego, że będziemy mieć dziecko-dodaje. Wyciera moje łzy. Wbijam się w jego usta. On oddaje mój pocałunek.-Kocham cię. Jestem pewny,że sobie poradzimy. Nie martw się -mówi po oderwaniu. Ja się w niego wtulam.-Jedziemy do mnie? Nie ma nikogo w domu a ty musisz odpocząć-pyta mnie szatyn. Ja kiwam głową na tak. Idziemy do jego samochodu. Potem kierujemy się do domu gdzie mieszka szatyn. Kiedy dotarliśmy na miejsce, Jorge położył mnie do łóżka i kazał spać. Tak też zrobiłam. Po kilku minutach odpływam w inny świat.

Lodo


Nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam. Tini i Jorge będą mieli dziecko. Czyli ze sobą spali. Jak mogła to zrobić. Idę właśnie w kierunku domu należącego do mojego przyjaciela. Będąc pod drzwiami mocno w nie pukam. Po chwili otwiera mi właściciel.
-Hej Lucey-mówię przytulając się do przyjaciela.
-No hej piękna-odpowiada. Odsówam się od niego. Patrzę na niego znacząco-Jaką?-pyta chłopak wiedząc o co chodzi.
-Taką którą nie zabije-mówię. Chłopak kiwa głową, że rozumie. Podchodzi do skrzyni i wyjmuje odpowiednią broń.
-Proszę-Luc mi ją podaje. Biorę ją do ręki.-Powiesz mi chociaż po co ci ona?-pyta chłopak. Patrzę na niego.
-Przepraszam, ale nie mogę. Do zobaczenia Lucey-całuje go w policzek i wychodzę. Kieruje się w stronę domu przyjaciółki. Dzwonie do drzwi. Otwiera mi ona sama we własnej osobie.
-Hej-Witam się z nią buziakiem w policzek. Udawanie miłej nie jest łatwe.
-Hej-odpowiada markotna dziewczyna. -Wejdź-wpuszcza mnie do środka. Wchodzę do domu. Idę do salonu. Wyciągam broń i mierze nią w Tini. Mina dziewczyny kiedy się odwraca i widzi mnie z pistoletem wymierzonym w jej stronę-bezcenna.
-Co ty robisz? -pyta przerażona. Uśmiecham się. Uroczo.
-Zapłacisz mi za wszystkie cierpienia -mówię w stronę dziewczyny. Tini patrzy na mnie zdziwiona.
-O co ci chodzi?-pyta zdezorientowana. Śmieje się.
-Słyszałam twoją rozmowę z Jorge. Jesteś z nim w ciąży -mówię. Ona spusza głowę.-Jak mogłaś?! Wiedziałaś, że mi się podoba. A i tak poszłaś z nim do łóżka. Dlaczego?! -krzyczę. Po moich policzkach płyną łzy. Ona na mnie patrzy.
-Powiedzialaś,że ci to nie będzie przeszkadzać. A ja i Jorge mamy brawo być szczęśliwi -odpowiada. Patrzę na nią. Naciskam spust. Pocisk trafia prosto w brzuch Tini. Zamieram. Dopiero teraz dociera do mnie co zrobiłam. Dzwonie po pogotowie. Przyjeżdża ono po 15 minutach. Zaberają Tini do szpitala. Ja jadę za karetka. Nie potrafię się uspokoić. Co ja narobiłam. 

Mechi


Kiedy wchodziłam do domu minełam się z Jorge. Mój brat był ewidentnie zdenerwowany. Postanowiłam jechać za nim. Po kilku minutach docieram za Jorge do szpitala. Trochę mnie to dziwi. Wchodzę za nim do środka. Śledze go cały czas. W końcu wchodzi do jakiejś sali. Nagle czuje jak ktoś mnie klepie po ramieniu. Odwracam się i widzę Rugga. Chłopak patrzy na mnie podejrzliwie. Już mam się odezwać,kiedy zauważam, że do szpitala wbiega Lodovica. Dziewczyna jest roztrzęsiona. Pyta o coś recepcjonistki. Ona odpowiada, a czarnowłosa kieruje się pod tą samą sale,do której wszedł Jorge. Patrzę na Ruggera. On jest tak samo zaskoczony tym wszystkim. W końcu jednak zadaje mi pytanie.
-Co ty tutaj robisz?-pyta mnie Rugge. Patrzę na niego. Nie wiem czy powiedzieć prawdę czy skłamać. W końcu się odzywam.
-Śledziłam Jorge–szepcze. On patrzy na mnie zabójczym wzrokiem. Owiera usta, aby coś powiedzieć, jednak rezygnuje z tego pomysłu, kiedy słyszymy krzyki Jorge.
–Jak mogłaś to zrobić?!–słychać w jego głosie złość. Ja i Rugge patrzymy w tamtą stronę by zobaczyć z kim się kłóci mój brat. Wkurzam się kiedy widzę tam Lodovice. Mój brat znowu ma do niej pretensje. Razem z Ruggerem nie zauważalnie tam podchodzimy.
–Nie wiem. Zazdrość przyćmiła mi umysł–odpowiada włoszka. Podchodzi do niego.–Ale to dla tego że cię kocham. I wiem że gdyby nie ona dałbyś mu szansę–dodaje i próbuje go pocałować, ale Jorge się odsówa. Patrzy na nią z nienawiścią w oczach. Ja patrzę na Rugga zaniepokojona.
–Strzeliłaś do swojej przyjaciółki, wiedząc,że ona jest w ciąży. Jesteś potworem–mówi Jorge z bólem w oczach. Lodo przymyka oczy. Ja i Rugge jesteśmy zdziwieni. Nie wierze. Nagle podchodzą do nich policjanci i lekarz. Jeden z nich zwraca się do czarnowłosej.
–Pójdzie pani z nami–zabierają ją. Nie wierze w to, że ona tak postąpiła.
–Zapraszam Panie Blanco do sali –wchodzą do sali w której nie wiem nawet kto leży. Rugge mocno mnie przytula. Rozpłakuje się. Jak ja mogłam nie zauważyć, że zazdrość tak nią kieruje.

Jorge


Kiedy wchodziłem z lekarzem do sali nie mogłem uwierzyć w to co się wydarzyło. Lodovica strzeliła do Tini. Nadal nie mieści mi się to w głowie. Teraz siedze obok Tini i trzymam jej dłoń. Czekamy aż lekarz powie to co ma nam do przekazania. Doktorem patrzy raz na mnie raz na Tini.
–Nie mam dobrych wiadomości– mówi. Tini mocno ściska moją dłoń. Moje serce na moment się zatrzymała.–Przykro mi to mówić, ale....


****
Witam bardzo serdecznie.
Mamy 14. Kto się cieszy?
Ja bardzo. Dużo się dzieje.
A będzie dziać jeszcze więcej.
I pytanie do was:kiedy skończe
to opo to wolicie 2 część czy OS'a?
To ważne. Po 2: mam dość tego,że 
ciągle ktoś pyta kiedy następny rozdział. To miłe,ale to wcale nie
motywuje. Wręcz przeciwnie.
Mam w kwietniu egzaminy,a także
życie prywatne i nie poświęce całego swojego czasu na bloga. Lubię to robić ale ja nie traktuje tego jak pracę. I kiedy widzę takie komentarze to odechviewa mi się pisać. Mam nadzieje że zrozumiecie mnie chodź trochę. Zaraz pojawi się ankieta. Zapraszam do głosowania. Buziaki Vivi.

PS: ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZANY. ZROBIE TO W NAJBLIŻSZYM CZASIE.