30 kwietnia 2017

Rozdział 16

Tini

Podczas pocałunku robi mi się ciemno przed oczami. Tracę grunt pod nogami i upadam na ziemie. Potem już nic nie pamiętam. Budzę się w zupełnie innym miejscu. Ściany są całe białe. Rozglądam się po pomieszczeniu.

-Witamy wśród żywych Panno Stoessel-mówi...lekarz? Dlaczego jestem w szpitalu? Patrzę na niego zdziwiona. -A tak poważnie jak się czujesz córeczko?-pyta mnie. Jestem jeszcze bardziej zszokowana.
-Gdzie ja jestem? I co się stało?-pytam zszokowana.
-Miałaś wypadek. Przez rok byłaś w śpiączce-odpowiada. Patrze na niego zdziwiona.
-Gdzie Jorge?-zadaje najważniejsze pytanie. Najprawdopodobniej mój tata patrzy na mnie zdziwiony.
-Dlaczego o niego pytasz? Przecież wierz że masz zakaz utrzymywania z nim kontaktu. Jasno wam powiedzieliśmy z moją siostrzyczkę od siedmiu boleści, że macie się trzymać od siebie z daleka–syczy przez zęby. Kiwam głową na znak że rozumiem chociaż tak na prawdę nie rozumiem. Mój tato wychodzi z mojej sali. Kładę się na łóżko. Patrzę za okno i widzę że jest już ciemno. Zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi. Po kilku godzinach rozmyślania zasypiam.

2 tygodnie później

Od tygodnia jestem już w domu. Jako że telefon który miałam wcześniej uległ zniszczeniu podczas wypadku to zaraz po wyjściu ze szpitala rodzice kupili mi nowy. Dzięki temu mogę mieć kontakt z innymi. Pamięć wróciła mi kilka dni temu. Już wiem jakie relacje łączą mnie z poszczególnymi osobami. Przede wszystkim wiem, że ja i Jorge mamy przyjazne relacje. I widujemy się mimo zakazu rodziców. Mamy ze sobą wręcz idealne relacje. Szkoda tylko,że nasi rodzice się nienawidzą. Z rozmyśleń wyrywa mnie dźwięk mojego telefonu. Biorę do ręki złotego Huawei'a. Odblokowuje go i wchodzę w znaczek wiadomości.

Od:Kochany Debil❤
Witaj siostro. Dasz radę się dzisiaj wymknąć z domu???

Do:Kochany Debil❤
Jasne. O 19 w naszym miejscu????

Od:Kochany Debil❤
Tak. Buziaki Tinka. Widzimy się o 19💞

Do:Kochany Debil❤
Buziaki Jorges. Widzimy się💗

Patrzę na zegarek i widzę godzinę 17. Postanawiam zacząć się szykować. Idę do łazienki i biorę szybki prysznic. Po wyjściu suszę włosy. Ubieram ten zestaw:

i robię delikatny makijaż. Włosy sobie prostuje. Zakładam naszyjnik który dostałam właśnie od Jorge. Biorę torebkę i choeam tam telefon i błyszczyk. –Wychodzę, mamo–mówię do rodzicielki i wychodze z domu. Idę do małego domku w lesie. Ja i Jorge często się tam widujemy. Rodzice nie wiedza o tym miejscu więc nas nie znajdą. Dochodzę tam punktualnie. Mój cioteczny brat już na mnie czeka. Rzucam mu się w ramiona. On mocno mnie przytula śmiejąc się przy tym. Całuje jego policzek mierzwiąc mu włosy.
–Hej malutka–wita się ze mną kiedy już siadamy na kanapie. Patrzę na niego groźnie.
–Hej olbrzymie–mówię do niego a on się śmieje. Uderzam go poduszką. On posyła mi mroźne spojrzenie. Uśmiecham się do niego. On też ale w jego oczach dostrzegam smutek.–Co się dzieje?–pytam zaniepokojona. On wzdycha cicho.
–Stephi mnie zdradziła–szepcze. Otwieram szeroko usta ze zdziwienia.–Twój chłopak i syn siostry mojego ojca przeleciał moją dziewczynę. W dodatku nie on jedyny. Dowiedziałem się o tym dzień przed tym jak chciałem się jej oświadczyć–dodaje. Mocno go przytulam. Nie wierze. Mój chłopak mnie zdradził. W dodatku zranił tym nie tylko mnie ale i własnego brata. Zalewam się łzami. Jak on mógł.

Jorge

Od kilku godzin staram się uspokoić Tini. Dziewczyna jest roztrzęsiona. Wcale się jej nie dziwie. Jej rodzice dzwonią do niej już któryś raz z rzędu a ona ma to kompletnie gdzieś. Siedzi wtulona w moje ciało. Mi pasuje. Bije od niej cudowne ciepło.
–Jorge–wypowiada moje imię przez łzy. Gładze ją po policzku. Ocieram słone krople spływające po jej policzku.–Dlaczego oni nam to zrobili? Gdzie popełniłam błąd, że on to zrobił?–pyta mnie z wyraźną rozpaczą w głosie. Nie rozumiem jak ten cały Pepe pan dziobak mógł tak bardzo ją zranić. 
–To nie twoja wina. A Pepe jeszcze zrozumie co stracił. Jesteś wyjątkowoł osobą–mówię jej na ucho. Ona delikatnie się uśmiecha.
–Jakbyś nie był moim bratem to pomyślałabym, że się we mnie zakochałeś–mówi przez śmiech. Zaczynam się śmiać razem z nią.–Będę wracać do domu. Jest późno–dodaje. Ja kiwam głową że rozumiem. Żegnamy się buziakiem w policzek. Tini wraca do siebie a ja do siebie. Od razu idę do swojego pokoju ignorując rodziców. Biorę szybki prysznic. Kładę się do łóżka. Biorę swój telefon i pisze do Tini.

Do:Słodka Idiotka😘
Dobranoc malutka😘😘

Od:Słodka Idiotka😘
Dobranoc wielkoludzie😍😂

Po tej wiadomości zasypiam.

Następny dzień

Wstaje bardzo wcześnie rano–jak na mnie–bo o godzinie 11. W końcu mamy weekend. Biorę od razu telefon do ręki. Widnieje w nim wiadomość od Lodovici– przyjaciółki mojej i Tini

Od:Szalona Czarnula😂
Jorge, co się dzieje z Tini??

Do: Szalona Czarnula😂
Dziobak ją zdradził

Od:Szalona Czarnula😂
😱😱😱😱

Od:Szalona Czarnula😂
Z kim???

Do:Szalona Czarnula😂
Z kobietą na którą mówisz "syrena"

Od:Szalona Czarnula😂
Oh. Tak mi przykro Jorge

Do:Szalona Czarnula😂
Jest spoko. Idę na śniadanie. Na pisze potem.

Wysyłam wiadomość po czym odkładam telefon i schodzę na śniadanie. Witam się z mamą i robię sobie płatki. Zjadam śniadanie i wychodzę z domu. Spaceruje po mieście. Zastanawiam się co musi się stać by nasze rodziny się pogodziły. Może jak Romeo i Julia. Ja i Tini się zabijemy. Rodziców pochłonie żałoba. I w tym trudnym czasie będą w stanie się pogodzić. Nogi poniosły mnie do domu Tini. Jestem trochę zdziwiony ale idę pod drzwi. Dzwonie dzwonkiem i czekam aż ktoś mi otworzy. Na szczęście otwiera mi ciocia.
–Hej Jorge–przytula mnie na powitanie. Uśmiecham się. Wpuszcza mnie do środka. 
–Wujka nie ma?–pytam dla pewności. Kiwa głową na tak. Oddycham z ulgą.–Tini w domu?–zadaje kolejne pytanie. Ona cicho wzdycha.
–Wierz co się wczoraj stało prawda?–raz to ona pyta mnie. Kiwam głową na tak.
–Pepe ją zdradził–tłumacz jej mamie. Ona cicho wzdycha.
–Jest u siebie w pokoju. Od wczoraj z niego nie wychodzi–mówi do mnie. Ja kiwam głową na tak. Idę do pokoju siostry. Wchodzę bez pukania. Kładę się obok niej. Ona patrzy na mnie przestraszona. Na mój widok wypuszcza powietrze. 
–Przestraszyłeś mnie–mówi i całuje mnie w policzek. Trafia bardzo blisko moich ust. Uśmiecham się szeroko.–Co tu robisz?–pyta z lekkim i smutnym uśmiechem. Gładzę ją po włosach. Ona się we mnie wtula. 
–Martwiłem się o ciebie. Wczoraj byłaś roztrzęsiona–szepcze. Ona na mnie patrzy z uśmiechem.–Po za tym chciałem sprawdzić jak się czujesz. I czy nie zrobiłaś nic głupiego–dodaje. Ona uderza mnie poduszką.
–To prawda, że zostałam zraniona, ale nie jestem desperatką–mówi przez śmiech. Patrzę na nią i zaczynam łaskotać w zemście za poduszkę. Ona zaczyna się śmiać. Ja razem z nią. Spędzamy razem kilka godzin. Patrze na Tinke wyczuwając na sobie jej wzrok. Nasze spojrzenia się spotykają a mnie przeszywa dziwny prąd. Kierowany przez nieznane mi uczucie zbliżam się do niej delikatnie. Ona robi to samo co ja. Kładzie rękę na mojej twarzy. Kiedy nasze usta mają się spotkać do pokoju wchodzi.......


****
Kolejny rozdział ląduje tutaj. Kto się tego spodziewał?? Pomysł zaczerpnięty został z tego bloga:
http://wieczna-milosc-mimo-przeszkod.blogspot.com . Tylko ja go Rozwinęłam inaczej.  Mam nadzieje, że się podoba.  BŁĘDY SĄ NIESPRAWDZANE. Zrobię to w najbliższym czasie. Buziaki Vivi

1 kwietnia 2017

Rozdział 15

Jorge


-Nie mam dobrych wiadomości- mówi. Tini mocno ściska moją dłoń. Moje serce na moment się zatrzymała.-Przykro mi to mówić, ale–zawiesza głos –poroniła Pani–szepcze. Tini zalewa się łzami. Ja otulam ją ramionami.–Na prawdę bardzo mi przykro–mówi po czym wychodzi z sali. Dziewczyna mocniej się we mnie wtula. Gładzę ją po plecach. Do sali ktoś wchodzi. Patrzę w tamtą stronę i widzę moją siostrę z Ruggerem. Mercedes podchodzi do łóżka. Patrzy na Tini a jej oczy zachodzą się łzami.
-Tak mi przykro,Tini-mówi blondynka i przytula dziewczynę. Jej zachowanie mnie lekko dziwi, ale nic nie mówię. Ruggero patrzy na Tini z bólem w oczach. Moja ukochana odrywa się od Mercedes.
-Jorge-szepcze Tini. Patrzę na dziewczynę pytającym wzrokiem. -Wyjedźmy stąd i to jak najszybciej-dodaje. Chwile się zastanawiam.
-Dobrze. Wyjedziemy najszybciej jak to możliwe-odpowiadam. Ona się we mnie wtula.
-Tini,nie możesz tego zrobić-szepcze moja siostra. Patrzę na nią.
-Mogę. Nie chce tu być -odpowiada Tini i wtula się we mnie bardziej. Mechi siada obok niej. Przytula ją.
-Nie mieści mi się w głowie to, że Lodo mogła zrobić coś takiego-szepcze Rugge. Ja delikatnie mrużę oczy. To wszystko to jakiś koszmar
.

Tini


Moje maleństwo. Mój malutki dzidziuś. Ona go zabiła. Myślałam,że jest moją przyjaciółką. Jak widać się pomyliłam. Zabiła małą nie winną istotkę. Wtulona w ciało Jorge siedzę na szpitalnym łóżku. Mechi i Rugge już dawno poszli.
-Tini, jak tylko wyjdziesz ze szpitala wyjeżdżamy. Tylko gdzie?-pyta mnie mój ukochany. Chwile się zastanawiam.
-Włochy albo Stany Zjednoczone. To moje marzenie-cicho szepcze.
-Dobrze królewno-całuje mnie w czubek głowy. Leżymy w ciszy, którą po kilku chwilach przerywa on.-Tini wiem,że to nie zbyt dobry moment i miejsce, ale czy uczynisz mnie najszczęśliwszym chłopakiem na świecie i.....
-Tak-przerywam mu wypowiedź. Patrzy na mnie zdziwiony.-Tak. Zostanę twoją dziewczyną. Bo o to chciałeś mnie zapytać?-pytam lekko zaniepokojona. Chłopak się uśmiecha. Całuje szczęśliwy moje usta. Oddaje jego pocałunek.
-Tak. Właśnie o to chciałem zapytać- uśmiecha się do mnie. Ja do niego także. Wtulam się w mojego chłopaka. Jak to ładnie brzmi. Mój chłopak. Zamykam oczy. Jorge całuje mnie w czubek głowy.
–Idź spać. Jesteś zmęczona. Dużo wrażeń–szepcze. Kiwam głową i klasę się na łóżko. On całuje moje usta.-Pojadę do ciebie i cię spakuje.  Jak wyjdziesz od razu pojedziemy na lotnisko. Dobranoc-szepcze i wychodzi. Ja szczęśliwa zasypiam.

4 dni później

–Powierz gdzie lecimy?-pytam kiedy wsiadam do samochodu. Jorge się śmieje. Patrzę na niego jak na debila.
–Lecimy do Nowego Yorku kochanie. Stany–uśmiecha się. Mocno się do niego przytulam.
–Dziękuje–szepcze. Całuje jego policzek.
–Jedziemy?-pyta. Kiwam głową na tak. Jedziemy na lotnisko. Po godzinie siedzimy w samolocie. Startujemy. Żegnaj Buenos Aires.


Diego

Jadąc do nowej pracy cholernie się denerwuje. Zupełnie nowe miejsce,inne otoczenie,inni ludzie. Ale cóż. Tak będzie lepiej. Dojeżdżał do mojego nowego miejsca pracy. Wchodzę do szpitala. Pracuje w szpitalu psychiatrycznym. Lubię pomagać ludziom. Idę do dyrektora szpitala. Uzupełniam dokumenty. Idę do gabinetu. Zakładam kitel. Siadam przy biurku. Biorę do ręki teczkę z danymi mojej pacjentki. Czytam dokładnie jej kartę. Zapowiada się ciekawie. Kieruje się do jej sali. Wchodzę nie pukając do drzwi.
–Witaj młoda damo–mówię do niej z uśmiechem. Śliczna czarnulka patrzy na mnie z nienawiścią w oczach. Będzie ciekawie.-Co ty narobiłaś malutka?-siadam na przeciwko niej. Dziewczyna się nie odzywa ani słowem. To będzie trudna współpraca.
-On jeszcze zrozumie, że to mnie kocha. Zostawi tą sukę i przyjedzie po mnie. To ja jestem idealną dziewczyną dla niego-mówi pewnie. Czyli nieodwzajemniona miłość. 
-Okej. Czaje. On nie odwzajemnia twojej miłości,ale...-niestety dziewczyna nie pozwala mi dokończyć.
-On czuje to co ja. Tylko ta jebana Tini go omotała. Ale on jeszcze zrozumie jak jest naprawdę-Szepcze. To będzie trudniejsze niż myślałem.
-Powiedzmy,że masz rację. Myślisz, że tak łatwo wybaczy ci to,że zabiłaś jego dziecko?-pytam dziewczyny.
-Przecież zrobiłam to dla naszej miłości. Zrobiłam to dla naszej miłości-mówi podchodząc do okna. Staje obok niej.
-Spójrz na mnie-proszę. Czarnowłosa kieruje nie pewnie na mnie swój wzrok.-Nie zrobiłaś dobrze. Jakby na to nie patrzeć, zabiłaś jego dziecko. Nie ważne dlaczego. Nawet jeśli będziecie razem on nigdy w 100% ci nie wybaczy tego co zrobiłaś-tłumaczę. Ona chyba przyjmuje to do wiadomości. Spuszcza wzrok.
-A co jeśli on mnie nie kocha. A ja sobie to wmawiam?-pyta się mnie. Cicho wzdycham.
-Od tego jestem ja. Aby ci pomóc dojść do prawdy. I zrobić wszystko byś stąd wyszła-odpowiadam jej. Ona niespodziewanie się we mnie wtula. Nie pewnie ją obejmuje. Czeka mnie długa praca z nią.

Tini

Od kilku godzin jesteśmy z Jorge w NY. Miasto jest cudowne. Właśnie wracamy z małego zwiedzania.
–Szczęśliwa?-pyta się mnie chłopak. Wtulam się w jego ciało i kiwam głową na tak. Szatyn całuje mnie we włosy. Patrzę na jego twarz. Nasz wzrok się spotyka. Wbijam się w jego usta. On odwzajemnia mój pocałunek. Całujemy się namiętnie. Nagle z nieba zaczyna padać deszcz. Nam to nie przeszkadza. Całujemy się dalej. Najwyżej będziemy chorzy.

****
Ten rozdział mi się nie podoba. Ani trochę. Jest nie sprawdzony z błędów. Zrobię to kiedy indziej. Następny będzie nie wiem kiedy. W czwartek bierzmowanie. Potem egzaminy. Więc totalny brak czasu. Ale oddaje go w wasze ręce. Buziaki Vivi